21 grudnia 2015

Batoniki pełne orzechów - bez pieczenia

Batoniki orzechowo-bakaliowe, bez pieczenia.

Inspirację czerpałam z programu Pani Ewy Wachowicz, u niej występują pod nazwą Pychotki.
U nas w domu bardzo lubimy wszelkiego rodzaju orzechy, nasiona, do tego niektórzy dodają jeszcze rodzynki lub żurawinę. Co prawda ja nie przepadam za rodzynkami i żurawiną, jednak w tym zestawieniu, muszę przyznać sprawdzają się idealnie.
Moja zmiana dotyczy proporcji. Zmniejszyłam ilość płatków kukurydzianych na rzecz orzechów i rodzynek/żurawiny oraz zwiększyłam nieco ilość masła. Batoniki są wystarczająco słodkie, uznałam za zbędne zwiększanie ilości cukru, jednak można go nieco zwiększyć, dzięki czemu po skarmelizowaniu będzie lepiej wiązał ze sobą wszystkie składniki. Ilość miodu pozostawiłam na tym samym poziomie.
Powstały chrupiące, pełne orzechów batoniki, które polecam i na które serdecznie zapraszam.
 



Składniki:
- 150 g masła,
- ½ szklanki cukru (można dodać 1-2 łyżki),
- 2 łyżki kakao,
- 2 łyżki miodu,
- 200 g płatków kukurydzianych,
- 120 g orzechów laskowych – nieco rozdrobnionych,
- 100 g orzechów włoskich – nieco rozdrobnionych,
- 190 g rodzynek wymieszanych z żurawiną (tej drugiej znacznie mniej).


Wykonanie:
1. Masło roztapiam, dodaję cukier i mieszam do rozpuszczenia.
2. Dodaję kakao, zdejmuję z ognia i całość mieszam.
3. Płatki, orzechy, rodzynki/żurawinę mieszam i dodaję do rozpuszczonego masła z cukrem i kakao. Całość dokładnie mieszam i przekładam do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia.
4. Masę wyrównuję (jak widać na zdjęciu pomagam sobie mini wałkiem, sprawdza się bardzo dobrze), ubijam, przykrywam papierem i obciążam tak jak to robi się przy waflach przekładanych masą.
5. Tak przygotowaną masę odkładam w chłodne miejsce przynajmniej na kilka godzin, po czym kroję na kawałki o dowolnej wielkości i w dowolne kształty.

Gotowe, można się częstować :-)

Batoniki lepiej przechowywać w chłodnym miejscu.

Smacznego!
Świąteczne słodkości! 2015

1 września 2015

Kokosowy batonik w smaku jak Bounty - warte spóbowania!


Przepis zmodyfikowałam, acz inspirację czerpałam z jednego z wydań „Kropki”, niestety nie pamiętam, który był to numer. Kokosowe pyszności od pierwszego spróbowania podbiły moje podniebienie. Na szczęście nie jestem w tej materii osamotniona, dzięki temu nikt nie robi mi wyrzutów, że nadmiar choćby najlepszych słodkości, nie jest wskazany:-)

Kokosowe słodkości – z czym Wam się kojarzą? Gdy ja myślę o czymś kokosowym, to w głowie pojawia mi się obraz  batonika Bounty i pralinki Raffaello. 
Z raffaello można sympatyczny bukiecik na słodko komuś robić, jako taka nietypowa bombonierka. Przykład tutaj, filmik jednego z przykładów jak można takie coś zrobić samodzielnie.
Zaś do mojego e-zeszytu zapisuję batoniki kokosowe, które śmiało mogą robić za batoniki Bounty.

Bounty

składnik:
(wyszło 14 sztuk batoników wielkości około 5-6 cm długości)


- 200g wiórków kokosowych,
- 5 czubatych łyżek cukru pudru,
- ½ szkl. śmietanki 30%,
- 2 czubate łyżki oleju kokosowego (wygląda jak białe masło),
- 1 ½ tabliczki czekolady (1 mleczna + ½ gorzkiej).
 




Wykonanie:

1. Masło (tj. olej kokosowy) i śmietanę rozpuszczam w garnuszku, na gazie.
2. Przed zdjęciem z gazu dodaję cukier puder, mieszając jeszcze chwilę podgrzewam.
3. Zdejmuję powstały płyn z płyty, dodaję wiórki kokosowe i wszystko dokładnie mieszam do połączenia składników. 
4. Z powstałej masy, rękoma formuję moje batoniki, odkładam je na przegotowaną wcześniej folię aluminiową (ewentualnie na papier do pieczenia), a po wykończeniu masy, batoniki wstawiam do lodów, żeby stężały.
5. W między czasie, czekoladę rozpuszczam w kąpieli wodnej.
6. Jeśli batoniki są twarde, wystawiam je z lodówki i każdy z osobna tratuję rozpuszczoną czekoladą.
Czekolada nie może być gorąca, bo kokosowe batoniki mogą się odkształcać.
7. Po oblaniu wszystkich, całość wstawiam ponownie do lodówki, do całkowitego stężenia czekolady.

Nam najbardziej smakują, jakąś 1-2 godziny po wyjąć z lodówki, po nabraniu temperatury pokojowej.

Smakują wyśmienicie.

Najwięcej zabawy jest niestety przy traktowaniu ich czekoladą:-(, ale wysiłek się opłaca:-)
 
Smacznego.









Coco Dreams

15 sierpnia 2015

Nadziewane pomidory na zimno.


Czas pomidorów rozpoczął się na dobre, dlatego teraz trzeba ich jeść najwięcej.
Pomidory dojrzewające w słońcu, to nie to samo co szklarniowe, kupowane w zimie. W tym roku dosłownie skąpane w słońcu, bo żar leje się z nieba od dłuższego czasu.
Co prawda są opinie, które mówią, że pomidorów nie powinno łączyć się z serem, ale to połączenie jest tak cudowne w smaku, że nie sposób zrezygnować z tej przyjemności.
Feta, pomidor i oliwki, toż to pyszności.
Pomidory nadziewane na zimno można potraktować jako przystawkę do dania głównego lub jako samodzielną sałatkę na śniadanie lub kolację, jak tylko ma się chęć na takie połączenie oraz odrobinę czasu i cierpliwości na przygotowane:-)

Pomidory nadziewane fetą, oliwkami i pomidorem.

Składniki:
(nie podaję dokładnej ilości, bo to zależy od wielkości pomidorów i ogólnych upodobań, tj. proporcji sera, oliwek i pomidora) 

- pomidory,
- ser feta,
- oliwki,
- pieprz do smaku
- bazylia (dałam suszoną, z braku świeżej)

Wykonanie:

1. Pomidory myję, odcinam górną część (od strony szypułki) i usuwam środek, tak aby powstał otwór.
2. Wydrążoną część pomidora odkładam na sitko, jeszcze do niej wrócę.
3. Oliwki kroję w krążki i również odkładam na sitko do odsączenia.
4. Ser feta kroję w kostkę.
5. Łączę ser z częścią pomidora wykrojonego z jego wnętrza i pokrojonymi oliwkami.
6. Przyprawiam do smaku pieprzem, dodaję bazylię i wszystko delikatnie mieszam.
7. Tak powstałym farszem napełniam wydrążone pomidory.

8. Jak mam świeżą bazylię, to na wierzch każdego pomidora daję listek, dwa bazylii jako przybranie.

Gotowe, można podawać.

Nie dodaję soli, ser feta jest wystarczająco słony, z tego też powodu ową przekąskę dobrze jest zrobić krótko przed podaniem:-)

Smacznego!
Warzywa psiankowate 2015 Warzywa psiankowate 2015 Letnie owoce Włoskie sery

14 lipca 2015

Tarta wiśniowa z mascarpone.

Bez cukru pudru
Wiśnie, to jedne z tych owców, na które czekam cały rok. Bardzo lubię wiśnie, niby są kwaśne, ale przy tym słodkie. Z ich udziałem wychodzą smakowite pyszności, czy to w ciastach różnej maści, czy w deserach, jako polewa do lodów, pasuje, smakuje i do tego cudnie się prezentuje. Wiśniowa nalewka, też smakuje wyśmienicie, ale i w duecie z mięsem nadaje ciekawą nutę smakową.
Jak tu zatem nie pałać sympatią do naszej wiśni?:-)
Dziś spisuje sobie tartę wiśniową, która powstała przez przypadek. Nie będę całej historii wyłuszczać, nie mniej z potrzeby chwili i tego co miałam pod ręką powstała fantastyczna trata wiśniowa z serkiem mascarpone, na którą miłośników wiśni teraz zapraszam, nie miłośników też:-)

Zapraszam też na pseudo tartę z wiśniami tutaj, każdego lata smakuje wyśmienicie.

Wyszedł mi dość długi opis, ale jest to naprawdę szybkie i proste ciasto do zrobienia, warto spróbować.
Oprószona cukrem pudrem.

Tarta wiśniowa z mascarpone.

Składniki: 
(powinny być zimne)

- 2 szkl. mąki
- 1 szkl. cukru (niepełna)
- 1 jajko,
- 200 g masła / margaryny,
- szczypta soli


- około 1 kg wiśni
- 1 op. serka mascarpone (250g)
- 2-3 łyżki cukru (ile kto lubi)
- 1 łyżka gęstej śmietany
- 1-1,5 łyżeczki mąki ziemniaczanej
- cukier puder do dekoracji

forma do tarty - u mnie ok. 28 cm (mam tą z IKEA z odłączanym dnem)

Wykonanie:

1. Mąkę, cukier i sól mieszam ze sobą.
2. Masło kroję na kawałki (najlepiej zimnym nożem) i razem z jajkiem dodaję do mieszaniny mąki z cukrem i solą.
3.Staram się szybko, wszystko razem wymieszać, ugniatając, aż wszystko się połączy (jak ktoś ma zimne dłonie to ma idealne do zagniatania ciast kruchych:-). Masa będzie zwarta, choć ciut klejąca:-)
4. Kulę wyrobionego ciasta wkładam do zamrażalnika na ok. 30 min. 
 

5. W tym czasie umyte wiśnie dryluję i kładę na sitko, żeby sok odciekł. 
6. Odsączone wiśnie przekładam do garnka, w którym przez krótką chwilę podgrzewam wiśnie na kuchni tak, żeby puściły jeszcze sok, jaki jest w nich w ogromnej ilości, dodaję 2 lub 3 łyżki cukru, mieszam wszystko. Trzymam na kuchni do czasu rozpuszczenia cukru. 
7. Sok odcedzam (do drugie garnka, nie tego w którym jest zimny sok z wiśni, tj pkt.5), dodaję do nie go śmietanę i 1 łyżkę serka mascarpone, mieszam do połączenia się składników.
8. Do zimnego soku z wiśni, daję mąkę ziemniaczana i energicznie mieszam, aż mąka się rozpuści. 
9. Sok z rozpuszczoną mąką dodaję do jeszcze dość ciepłego soku wymieszanego z serkiem i śmietaną. Całość ekologicznie mieszam. Powstała „masa” nie rozpływa się na boki. 
8. Wiśnie mieszam z pozostałym serkiem mascarpone. 
9. Czekam aż całość ostygnie.

10. Nastawiam piekarnik na 200 stopni.
11. Na dno formy do tarty kładę papier do pieczenia.
12. Ciasto wyjmuję z zamrażalnika i dzielę na 2wa kawałki, większy i mniejszy.
13. Mniejszy wraca do lodówki, a większy rozwałkowuję na placek podsypując mąką, tak żeby wypełnił mi formę do tarty razem z jej bokiem.
14. Wykładam na ciasto wiśnie wymieszane z serkiem mascarpone.
15. Teraz tartę daję na moment do lodówki i wyjmuję ten mniejszy kawałek ciasta.
16. Ciasto rozwałkowuję i kroję na paski.
17. Wyjmuję z lodówki formę tarty z ciastem i kładę pocięte paski ciasta na wierzch tarty np. w kratkę.
 
i.... do pieca!:-)

Piekę w piekarniku przez ok. 40-50 min w temperaturze ok. 200 stopni (jak zwykle wszystko zależy od piekarnika).
Po upieczeniu, czekam aż tarta wystygnie, po czym
w przestrzenie powstałe z kratki z ciasta nakładam przygotowaną masę punkt 7, starając się aby masa nie znalazła się na paskach ciasta.
OK, teraz oprószam cukrem pudrem, choć ciasto jest wystarczająco słodkie. Cukier puder daję raczej ze względów estetycznych. Tarta wówczas ładnie wygląda:-). 
W dniu upieczenia, ciasto jest dość twarde, za to na drugi dzień tarta jest w sam raz, a jak posiedzi chwilę w lodówce, to już całkowita rozkosz dla podniebienia:-)


Takie tam:

Kruche ciasta najlepiej wychodzą, jak są robione z zimnych produktów, do tego dobrze mieć zimny nóż oraz naczynie, w którym wyrabia się ciasto, a jak ktoś ma zimne dłonie, to w sam raz do tego typu ciast:-)
Za każdym razem, gdy ciasto musi poczekać na jakieś dodateki i może to potrwać choćby 2-3 minuty, tak jak to tu opisuję w punkcie 12 i 14 wkładam owe ciasto do lodówki.


Smacznego.
W wiśniowym sadzie 2015W wiśniowym sadzie 2015Uczta pod gołym niebem

20 kwietnia 2015

Zupa Pieczarkowa z ziemniakami

no  niestety jakość zdjęcia pozostawia wiele do życzenia:(
Zupa pieczarkowa, to grzybowa czy nie?
Zauważyłam, że w przepisach zupa grzybowa, czy sos grzybowy, to nie znaczy, że mamy do czynienia z pieczarkami. Mam na myśli to co można znaleźć powszechnie w książkach itp. Tak jakby pieczarka niebyła grzybem. I w ten oto sposób została wyodrębniona zupa pieczarkowa, która przecież jest zupą grzybową. Idąc tym tropem, powinniśmy nazywać inne zupy, czy sosy od grzyba z jakiego jest zrobiona, czy zrobiony. No chyba, że mamy odczynienia z miksem.
O przepraszam, jak mamy kurki, to mówimy, że to np. sos kurkowy. Wygląda na to, że są grzyby i grzyby:-)
tu też z jakością zdjęcia kiepsko:(, wciąż uczę się cykać zdjęcia;)


U mnie Zupę Pieczarkową robię tak:

Podejrzewam, że wiele osób robi podobnie, ja podpatrywałam swego czasu oczywiście mamę:-)


Składniki: 
- około 1½ l rosołu (wywar mięsno-warzywny lub warzywny),
- ½ kg pieczarek,
- 1-2 cebule,
- 1-2 łyżki masła,
- 3-4 ziemniaki ugotowane w kostkach (u mnie na parze),
- 2 łyżki śmietany,
- 1 łyżka mąki. 

Przygotowania:

1. Pieczarki obieram, płuczę i kroję w na mniejsze kawałki.
2. Cebulę obieram, myję i kroję na mniejsze kawałki.
3. Na patelni roztapiam masło, podsmażam na nim cebulę, aż się zeszkli, poczym dodaję
    pieczarki, chwilę przesmażam i przykrawam pokrywką. Całość duszę, aż do miękkości.
    Pieczarki puszczają dość sporo płynu, więc przed zdjęciem z ognia, zdejmuję pokrywkę i chwilę czekam,
    aż trochę odparują, po czym całość zdejmuję z palnika.
4. Podduszone pieczarki z cebulę, przekładam do naczynia, 1-2 łyżki poduszonych pieczarek odkładam
    do osobnego naczynia, a pozostałe traktuje blenderem.
5. Zmiksowaną papkę przekładam do przygotowanego wcześniej wywaru (dobrze jeśli jest chwilę przed gotowaniem).
6. Dodaję odłożone wcześniej podduszone pieczarki.
7. Dodaję ugotowane ziemniaki.
8. I całość gotuję na niewielkim ogniu przez około 5 minut.
9. Śmietanę hartuję z kilkoma łyżkami wywaru, dodaję mąkę całość dokładnie mieszam.
10. Za nim połączę mieszaninę śmietany z zupą, miksuję ją na wszelki wypadek, żeby pozbyć się ewentualnych
      grudek z mąki.
11. Łączę mieszaninę śmietanową z zupę, całość mieszam i jeszcze chwilę gotuję ok. 2-3 minut.

Ja czasem dodaję makaron typu kokardki. Tak lubię. Dla każdego coś dobrego.

Smacznego.
Pieczarkowy Tydzień 2015
Pieczarkowy Tydzień 2015

25 marca 2015

Czekobabeczki z nutelli


Babeczki, mufinki, jak zwał tak zwał, najważniejsze żeby smakowały. Te tutaj, są czekoladowe, z wykorzystaniem znanej chyba wszystkim dzieciakom Nutelli. W naszym domu zwykle jej nie kupujemy, ale że dostaliśmy ją w prezencie, to trzeba było zrobić z niej jakiś użytek i wyszły całkiem smaczne cudeńka. Jak można przeczytać na etykiecie Nutelli, to ów krem zawiera głównie tłuszcz, coś na kształt orzechów, cukier oraz parę innych składników, o których nie warto wiedzieć, ponieważ ich spożywanie nie wpływa dobrze na nasze zdrowie. No i wyszła mi antyreklama brązowego masła.
Z poniższej ilości stadników wyszły mi 4 babeczki. Myślę, że to wystarczająca ilość, jeśli nie przywidujemy gości, a tylko sami mamy chęć na małe co nieco.
Pierwotny przepis, który nieco zmodyfikowałam, znalazłam swego czasu w tzw. „Kropce”.

Zapraszam do spróbowania nutellowych babeczek. 

Składniki: 
(z podanych ilości wyszły 4 babeczki)

- 3 czubate łyżki Nutelli,
- 1 jajo rozmącone,
- 4 płaskie + 1 czubata łyżka mąki,
- 2-3 łyżeczki śmietany.
Zrobiłam 3 w papilotkach, na wynos:-)


Wykonanie:

1. Piekarnik nastawiam na 180 st C. 
2. Przygotowuję formę do babeczek/muffin (moja jest z tych nieprzywiera-
    jących), zwykle ciasto wykładam bezpośrednio do formy, choć bywa,
    że wykładam je dodatkowo papilotkami. 
3. Nutellę mieszam z jajkiem i śmietaną. 
4. Na koniec dodaję przesianą mąkę i jeszcze raz mieszam wszystkie składniki.
5. Masę wykładam do formy na babeczki i wstawiam do piekarnika na około
    13 minut (+/-)
Rozkwitające kwiaty Narcyza, w rytmie muzyki
Te kwiaty przy muzyce jakby tańczyły.
                        Smacznego.









Wielkanocne Wypieki Babki Wielkanocne 2015 Wielkanocne Smaki - edycja V Wielkanocne Smaki - edycja V

16 marca 2015

Babka, wspomnień czar.

 
Dziś babkowo:-)
Ciacho to pamiętam jeszcze z bardzo młodych lat. Wówczas wybierałam te kawałki, w których była większa część ciasta kakaowego. Zawsze lubiłam wszystko co czekoladowe, zresztą nadal tak jest. Przepis mam od mamy. Ona ciasto dzieliła na dwie nierówne części i do tej mniejszej dodawała kakao. Teraz, gdy ja wypiekam ową babkę, staram się aby części czekoladowej było przynajmniej połowę.
Zapraszam na pyszną babkę piaskową, wspomnienie z dzieciństwa.

 
Babka piaskowa (od mojej mamy)
 

Składniki:
(keksówka 10 x 20 cm)

- 2 jaja,
- 1/2 szklanki cukru + cukier waniliowy,
- 1/2 szklanki mąki pszennej,
- 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej,
- 1/2 czubatej łyżeczki proszku do pieczenia,
- 1/2 kostki  margaryny,
- 1/2 czubatej łyżki kakao.



Wykonanie:

1. Jaja ubijam z cukrem i cukrem waniliowym (czasem oddzielam żółtka i ubijam je z cukrem a białka ubite na sztywną pianę dodaję na końcu).
2. Mieszam obie mąki z proszkiem do pieczenia.
3. Wsypuję wymieszane mąki do masy jajecznej. Delikatnie mieszając łączę składniki ze sobą.
4. Na koniec dodaję roztopioną margarynę i wszystko jeszcze raz mieszam.
5. Jeśli oddzieliłam białka to teraz je ubijam na sztywną pianę, a następnie delikatnie wszystko razem łączę.
6. Ciasto dzielę na dwie części, do jednej daję kakao, a do drugiej można dodać pół łyżki mąki (ja nie dodałam), dlatego u mnie ciemne ciasto jest w dolnej części po upieczeniu. Zwyczajnie jest cięższe od białego.
7. Przygotowane ciasto wlewam do formy wyłożonej papierem do pieczenia.
8. Wkładam do nagrzanego piekarnika i piekę w temp. 160-180 stopni do tzw. "suchego patyka", tj. około 30 minut (ciasto będzie miało złoty kolor i zacznie odchodzić od brzegów).

Upieczone ciasto można posypać cukrem pudrem, ewentualnie polać lukrem lub polewą. Ja często nie dodaję już nic. Smakuje wyśmienicie.

Szybkie, proste, ale przede wszystkim smaczne ciasto, czyli babka piaskowa, idealna do kawy czy herbaty.
Sprawdza się na każdą okazję, ale bez okazji też jest mile widziana.

Smacznego i wesołego Alleluja!
Wielkanocne Smaki - edycja VWielkanocne Smaki - edycja VBabki Wielkanocne 2015Wielkanocne Wypieki

13 lutego 2015

Biała Dama

Pavlova – Biała Dama.

Tak, to jest beza, ale jaka Beza!? Ten deser, torcik, czy jakkolwiek go inaczej nazwiemy, to deser nad deserami. Rewelacyjna słodycz dla naszych zmysłów. Białka, cukier, odrobina soku z cytryny i mąki ziemniaczanej, i powstaje cudownej urody deser bezowy, który w połączeniu z bitą śmietaną i owocami staje się niemal niebiański. Z wierzchu chrupiąca beza, wewnątrz biała pianka jak chmury na niebie, a całość uwieńczona bitą śmietaną i owocami.
Bardzo prosta w przygotowaniu, troszkę wymagająca co do przebywania w piekarniku, ale efekt dla oczu i podniebienia wart zachodu. 
Zachęcam do spróbowania, wbrew pozorom Pavlova wcale nie jest tak słodka jak można by sądzić. Znam osoby, które nie przepadają za bezami (nawet ich nie lubią), jednak spróbowawszy ten torcik bezowy, były bardzo mile zaskoczone.
Co do przepisu, za pierwszym razem skorzystałam z książki kucharskiej: "Szkoła gotowania", ale jak to ja zmodyfikowałam go sobie i teraz robię na moich warunkach, co też tu sobie zapisuję:-)


Zapraszam do spróbowania.

Pavolva, jak Biała Dama.

Składniki: 
(średnica około 20 cm)

-4 białka jaj (rozmiar L),
-250 g cukru,
-szczypta soli,
-1 łyżeczka soku z cytryny,
-1 łyżeczka mąki ziemniaczanej,
-ok. 300 g śmietany 30 – 36 % nadającej się do ubicia,
-1-2 garści owoców np. jagody, truskawki, jeżyny, maliny, co kto lubi.

A co z żółtkami? Można np. zrobić pseudo tartę wiśniową (przykład tutaj) lub  faworki (przykład tutaj).
tuż przed delektowaniem się
przed wstawieniem do piekarnika
po opuszczeniu piekarnika



Wykonanie:

1. Piekarnik nastawiam na 150 stopni góra-dół bez termoobiegu. 
2. Papierem do pieczenia wykładam blachę, na której będę piekła a właściwie suszyła moje cudeńko. 
3. Białka z solą ubijam na prawie sztywną pianę. 
4. Do prawie ubitych białek dodaję porcjami cukier, cały czas ubijając. Tak ubijam do skończenia cukru. 
5. Pod koniec dodaję sok z cytryny i mąkę ziemniaczaną, cały czas ubijając.
6. Ubite białka wykładam na przygotowany papier do pieczenia (ja rysuję przybliżoną średnicę mojego tortu). 
7. Formuję kształt przyszłej Pavlovy i wstawiam do piekarnika, nagrzanego do 150 stopni. 
8. Po około 10 minutach zmniejszam temperaturę na 120 stopni i tak trzymam w piecu około 1,5 godziny (można krócej, wszystko zależy od piekarnika).
9. Piekarnik wyłączam i jeszcze chwilę trzymam w nim bezę. Ma tak sobie spokojnie wystygnąć, przy lekko uchylonych drzwiczkach.

W niedługim czasie przed podaniem, na całkowicie wystudzoną bezę wykładam ubitą śmietanę i dekoruję owocami. 

10. Owoce myję, jak trzeba obieram, kroję na mniejsze kawałki i odstawiam do odsączenia. 
11. Śmietanę ubijam na sztywno. Nie słodzę!

Ze względu na bitą śmietanę najlepiej zjeść tego samego dnia, choć na drugi dzień też jeszcze można spokojnie zjeść i całkiem dobrze smakuje:-)

Życzę smacznego.
Karnawałowe Słodkości!
Walentynkowe menu Walentynki. Czym TO się je? 11-17.02.2015
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...